Tegoroczny sezon II ligi wkracza powoli w decydującą fazę, a koszykarze BS Polonii Bytom chcą podjąć kolejną próbę szturmowania pierwszoligowych bram. O wszystkim zdecyduje jednak faza play-off, która będzie z różnych względów niezwykle wymagająca. - Kluczem do tego wszystkiego będzie zaangażowanie każdego z nas i monolit, który musimy stworzyć. Łącznie z trenerami. Nasza cała drużyna musi funkcjonować, jak jeden organizm. I próbą dla nas będą mecze o stawkę - podkreśla Wojciech Leszczyński, który grę na parkiecie łączy z funkcją koordynatora klubowej Akademii. I jasno opowiada, jaki cel przyświeca pracy z młodzieżą w naszym klubie.
Wróciłeś do gry w barwach Polonii Bytom po pięciu latach przerwy. Jak z twojego punktu widzenia zmienił się cały klub przez ten czas?
Wojciech Leszczyński (zawodnik koszykarskiej BS Polonii Bytom): klub zmienił się w takim sensie, że co roku drużyna budowana jest pod awans. Nie ukrywam, że jak byłem tu pięć lat temu, to wtedy po raz pierwszy poważnie myśleliśmy o I lidze. Po spadku do II ligi zespół cały czas jest w czołówce rozgrywek. Trzeba wyraźnie podkreślić znakomitą pracę, jaka jest wykonywana w całej sekcji.
Powoli wkraczamy w decydujący etap sezonu, czyli fazę play-off. Na razie tylko jedna wyjazdowa porażka na waszym koncie. Mamy jednak świadomość i doświadczenie z poprzednich lat, że w decydującym etapie poprzeczka będzie zawieszona znacznie wyżej.
Będzie znacznie trudniej. Polski Związek Koszykówki zmienił cały system play-offów i liczbę drużyn, które uzyskają awans. Do zeszłego sezonu awans uzyskiwały trzy drużyny z 64 z czterech grup. Po zakończeniu obecnego sezonu czeka nas reorganizacja rozgrywek I i II ligi i awansuje tylko jedna drużyna. Poprzeczka jest bardzo wysoko zawieszona choćby patrząc przez pryzmat ilości drużyn. Nie ukrywam, że II liga ma dwa oblicza.
Przez większą część sezonu gra się bowiem z zespołami, które mocno odstają. Szczególnie, jak mówimy o zespołach, które aspirują do bycia w czołówce lub wprost do walki o awans. Trzeba przede wszystkim utrzymać koncentrację, bo jest mnóstwo meczów, które mogą być pułapką. A każdy mecz, każdy krok, który stawiamy w ciągu sezonu ma nas doprowadzić do najważniejszej części sezonu. Wszystko służy temu, by wypracować odpowiednią formę i nawyki, które zadziałają w sytuacji, gdy będziemy grać pod presją i w kluczowych momentach może zadrżeć ręka.
A które zespoły z pozostałych grup II ligi wyrastają twoim zdaniem na głównych konkurentów w walce o awans?
W grupie D jest drużyna Turowa Zgorzelec, który raczej zakończy sezon zasadniczy z jedną porażką. W grupie B mamy natomiast zespół z Legionowa, który również może mieć jedną porażkę na koncie. Wydaje mi się, że wraz ze wspomnianą dwójką będziemy walczyć najwyższe cele. Wszystko zweryfikują jednak play-offy, które są mocno niewdzięczne. Jakość rywali i długość sezonu potrafi uśpić. Często w najmniej oczekiwanym momencie może faworytowi podwinąć się noga. Pamiętamy, co rok temu wydarzyło się w Bytomiu.
Przygotowanie mentalne i koncentracja będą zatem kluczowe w fazie play-off?
To musi być wychodna całego sezonu, ale kluczem do tego wszystkiego będzie zaangażowanie każdego z nas i monolit, który musimy stworzyć, ze sztabem włącznie. Nasza cała drużyna musi funkcjonować, jak jeden organizm. I próbą dla nas będą mecze o stawkę. W każdym zespole będzie podobnie, bo niezależnie od tego co dzieje się przez cały rok, prawdziwą drużynę poznaje się w momencie, kiedy ma nóż na gardle.
Dba o rozwój klubowych talentów. Taki jest cel Akademii Polonii Bytom
Od 2024 roku łączysz grę w roli zawodnika z pracą trenera w Akademii Polonii Bytom. Jak się odnajdujesz w tej roli? Na ostatnim otwartym treningu było widać, że zainteresowanie koszykówką wśród najmłodszych fanów w Bytomiu jest ogromne.
Koszykówka towarzyszy mi od najmłodszych lat. Miałem sześć lat, gdy poszedłem na pierwszy trening. Kocham ten sport. Mój tato był trenerem i zaraził mnie bakcylem. Uwielbiam się uczyć tego sportu, bo poznałem ją od wielu stron. Wcześniej zrobiłem kurs trenerski i dodatkowo współpracowałem z dwoma psychologami sportowymi. Swego czasu byłem też sędzią przez pięć lat i łączyłem to z grą. Miałem okazję prowadzić mecze do poziomu III ligi. Często angażowałem się do pomocy, gdy zachodziła taka potrzeba. Grając w Prudniku zaliczyłem również epizod w roli asystenta.
Obawiałem się, że nie będę w stanie tego połączyć, bo zależało mi na tym, by zarówno sprawować funkcję trenera, jak i czynnego zawodnika. Łukasz Diduszko, który swego czasu pracował w Polonii, długo mnie namawiał na to, by zostać trenerem. Po rozmowach z Prezesem postanowiłem spróbować swoich sił. To było kolejne wyzwanie dla mnie. Moją filozofią bycia trenerem jest to, że każdy z moich zawodników ma być lepszy następnego dnia. Mam specyficzne podejście, bo nie obiecuję rodzicom, że zrobię z kogoś koszykarza i ktoś będzie grał na poziomie Euroligi, czy NBA. Staram się natomiast obiecywać jedną rzecz. W miarę moich możliwości staram się, by każdy z moich podopiecznych był lepszym człowiekiem następnego dnia. Mam określone wymagania wobec tych młodych ludzi. Chcę zaszczepić im dobre nawyki, by byli systematyczni, nie poddawali się w życiu i nie bali się kontaktu z ludźmi.
Jak aktualnie funkcjonuje Akademia koszykarska Polonii?
Od tego sezonu pełnię funkcję koordynatora akademii i współpracuję z Kierownikiem sekcji koszykówki - Wojtkiem Szpyrką. Naszym celem jest zwiększanie umiejętności każdego naszego adepta. Chcemy też, by trenerzy się edukowali, bo to nie jest sztuka, by być trenerem całe życie i nie kształcić się. Są dwa kluczowe założenia. Chcemy rozpocząć współpracę z trenerami, którzy nie są z łapanki, a mają już określone doświadczenie. A przy okazji chcą się rozwijać i będą w stanie przekazywać wiedzę swoim podopiecznym. Suma wszystkich założeń ma doprowadzić do tego, że stworzymy system szkolenia w naszym klubie. I od najmłodszych lat będzie tak progresował, że finalnie uda nam się wprowadzić zawodnika, bądź zawodniczkę do gry na poziomie seniorskim. Zależy nam na tym, by byli na tyle przygotowani, że będą w stanie wejść i odgrywać wiodącą rolę w zespole. Chcemy by nasi młodzi zawodnicy byli świadomi i mogli decydować o swoim dalszym losie. Nasz proces szkolenia ma go do tego doprowadzić.
Ruszyli z pokazowymi lekcjami koszykówki w Bytomiu
Jesteśmy na etapie odwiedzania szkół w Bytomiu z pokazowymi lekcjami koszykówki. Czujesz, że młodzież coraz bardziej garnie się do uprawiania tego sportu?
Takie spotkania mają ogromną wartość. Za każdym razem, gdy kontaktuję się z dyrektorami szkół informuję, że mamy ograniczoną liczbę miejsc. To nie sztuka zrobić pokazową lekcję dla 50 osób na małej sali gimnastycznej. To nie oto chodzi. Na nasze zajęcia przychodzą dzieci, które zobaczą plakat i sami się na nie zgłoszą. Prowadzimy po trzy lekcje w każdej placówce. Jedna dla klas 1-3, druga dla klas 4-6 i na trzeciej spotykają się uczniowie z klas 7-8. Na każdej lekcji może być maksymalnie 20 osób. Zawsze jesteśmy elastyczni, bo jeśli chętnych będzie pięć osób, to i tak dla nich wszystko przygotujemy. Nie chcemy rezygnować z tej inicjatywy, bo jesli jedna z tych pięciu osób zarazi się koszykówką, to będzie to nasz sukces.
Ale chciałbym przy tym przyznać, że to nie jest inicjatywa, która ma promować za wszelką cenę Polonię Bytom. Naszym założeniem jest zaszczepienie w nich pasji i bakcyla koszykarskiego. Jeśli faktycznie komuś zajęcia przypadną do gustu, to oczywiście zapraszamy do nas. Przede wszystkim zachęcamy dzieci do aktywnego spędzania wolnego czasu.
Odwiedziliśmy dotąd cztery szkoły i z obserwacji wynika, że największe zainteresowanie jest wśród maluchów. Dla nich zajęcia wyglądają trochę inaczej, bo są bardziej w formie zabawy. Dla klas 4-6 można już przygotować bardziej merytoryczne zajęcia z elementami technicznymi. Łącznie w każdej szkole mamy około 50-60 chętnych na takie zajęcia. To znakomita podstawa. Naszym celem na ten sezon jest zawitanie do kilkunastu bytomskich placówek. Logistycznie nie będzie to łatwe, bo niebawem zaczynamy drugoligowe play-offy, ale przy okazji wizyt w szkołach promujemy mecze drużyny seniorów i zapraszamy naszych nowych kibiców na mecze.
Jak wygląda sytuacja z najstarszymi uczniami szkół podstawowych?
One mają już do czynienia z mediami społecznościowymi. Jeżeli dziecko ma przyjść i się zmęczyć, to robi się problem. Często wolą spędzić ten czas na zwykłej lekcji. Nie zdarzyło się, by na najstarszej grupie w żadnej szkole pojawił się komplet uczestników. Aczkolwiek z drugiej strony cieszy mnie to, bo mamy na zajęciach osoby bardzo zaangażowane. W pierwszej szkole, do której się udaliśmy mieliśmy siedem osób.
Jasny apel do kibiców przed decydującą częścią sezonu
Musimy też poruszyć sprawę kibiców i atmosfery na meczach ligowych. Nieczęsto zdarza się, by na poziomie II ligi kibice byli tak zaangażowani i pojawiał się taki doping na trybunach. Spora grupa też jeździ za zespołem po całym kraju.
Zaliczyłem parę klubów w swojej karierze. Z różnymi kibicami miałem styczność, ale przyznam, że nie spotkałem się z tym, żeby aż taka grupa ludzi na takim poziomie rozgrywkowym tak regularnie podążała za drużyną. Mało tego, za każdym razem będę podkreślał, że kibic jest naszym “szóstym” zawodnikiem. Czasami ryknie, a czasem będzie bił brawo. Gra na parkiecie polega na emocjach i to często skrajnych. Porównałbym to z powrotem do domu, gdzie czeka na ciebie kochająca żona i dzieci. Pomimo trudnego dnia w pracy wracasz i jesteś szczęśliwy. Tutaj jest podobnie.
Wychodzisz na boisko i wiesz, że są na trybunach osoby, które cię wspierają i za tobą jeżdżą. Czasem pojawiają się z ich strony pytania szpileczki typu “czemu nie trafiłeś?”, ale wiesz, że im na tym zależy. To tak jak w rodzinie. Odnoszę wrażenie, że z naszym stowarzyszeniem kibiców funkcjonujemy, jak jeden organizm. Nie ukrywam, że jeszcze bardziej budujące jest to, że wiele dzieciaków naszych kibiców trenuje w naszej Akademii. Są w pełni zaangażowani w sportowe życie naszego klubu.
Co chciałbyś wobec tego przekazać kibicom przed rundą play-off?
Walczymy razem o jak najlepszy wynik! Wszyscy jesteśmy jednym zespołem i mamy wspólny cel. Niech każdy dołoży swoją cegiełkę do tego sukcesu. Zróbmy wszystko, żebyśmy jak jeden monolit walczyli do samego końca. I niezależnie od wyniku żebyśmy po ostatnim gwizdku podziękowali sobie, byli uśmiechnięci i przyznali, że to był dobry sezon.