AKTUALNOŚCI

AKTUALNOŚCI

Niech usłyszy cała Polska - w 1. lidze Królowa Śląska!
 
 
Łatwo jednak nie było, ale po kolei...
 
Przy pełnych trybunach i we wspaniałej oprawie stworzonej przez Bytomskie Stowarzyszenie Kibiców Koszykówki Niebiesko-czerwoni Królowa Śląska przystępowała do trzeciego meczu finału 2. ligi, w którym - po dwóch zwycięstwach w Zgorzelcu - nasi koszykarze mogli zapewnić sobie awans. Wiele znanych postaci na widowni musiało tym razem ustąpić jednej, wyjątkowej - stworzonemu przez BSKK... dużemu portretowi śp. Henryka Kominka, który został umieszczony w czwartym rzędzie obok będącego w znakomitej formie ponaddziewięćdziesięcioletniego trenera Zbigniewa Redkiewicza, bo ci Panowie zawsze obok siebie siedzieli...
 
Poloniści rozpoczęli jak huragan i pierwsze dwa punkty zdobył z bliska Jarosław Giżyński, kolejne dwa po kontrze Krzysztofa Wąsowicza i Wojciecha Zuba dołożył Wojciech Leszczyński, następne Wąsowicz z półdystansu i za moment faulowany Giżyński dwa celne wolne. Przerywnikiem był fantastyczny blok Leszczyńskiego na Szymonie Pawlaku, a dopełnieniem „trójka” Zuba! 11:0 po 3,5 minuty gry to była spora dawka optymizmu, ale będący pod ścianą zgorzelczanie wcale nie mieli zamiaru się poddawać i zaczęli odrabiać. Trafili spod kosza Pawlak i Jakub Bereszyński, na co „dwójką” odpowiedział Wąsowicz, jednak inny turowski Jakub, Sadowski, trafił zza obręczy prawie tyłem. Za moment Zub dogonił tegoż Sadowskiego pędzącego samemu na kosz i wybił mu piłkę, ale szybko zza łuku zapunktował Marcin Dymała i było 13:9. Na 14:9 podniósł Michał Medes, ale Dymała znów zza obręczy zmniejszył na 14:11. Punkt dla nas dodał Yevhen Balaban, a zaraz zebrał w obronie i zagrał do Zuba, który posłał w bój Medesa, a ten podniósł publiczność wsadem. Kolejny... punkt dodał Paweł Respondek, ale Pawlak dosyć łatwo zwiódł rywali na 18:13. Nieciekawą serię „jedynek” kontynuował Balaban, ale koniec kwarty należał do Zuba. Tuż przed syreną po asyście „Żeni” trafił zza 6,25 m, a faulowany dorzucił punkt! Akcja „za cztery” zamknęła pierwsze 10 minut wynikiem 23:13.
 
Druga kwarta była jednak... przeciwieństwem pierwszej. Przez jej pierwsze 5 minut Poloniści zdobyli tylko punkt! Tę prześladującą nas „jedynkę” trafił Giżyński, a goście w tym czasie uzbierali „dychę”: Bartosz Bochno zza łuku, Sadowski półwsadem, Dawid Sobkowiak hakiem i osobistym 2+1 oraz 1+1 i stało się tylko 24:23. Na szczęście Zub wrócił do „trójkowej” skuteczności, ale z kolei Bereszyński trafił za jeden, a następny przyjezdny Jakub, Wojciechowski, z obrotu na 27:26. W swoim stylu Wąsowicz z dołu z otwartej ręki podwyższył, ale Bereszyński dobitką i wolnym wyrównał na 29:29! Mariusz Bacik wziął czas, po którym Balaban sam pod koszem znów dał Królowej prowadzenie, które jednak odebrał Pawlak celnymi wolnymi. Na minutę przed dużą przerwą Balaban zdobył trzy punkty, ale zaraz Patryk Rosołowski też za trzy i jeszcze jakoś tak... za łatwo za dwa i Turów wygrał drugie 10 minut 23:11, a i połowa była dla rywali 36:34.
 
Drugą połowę „dwójkami” rozpoczęli Giżyński po asyście Pawła Zmarlaka i Wojciechowski spod kosza, na co BS odpowiedział serią „trójek”: Leszczyński ekwilibrystycznie i z faulem 2+1 oraz Wąsowicz dwa razy klasycznie - najpierw po odegraniu Giżyńskiego spod kosza, a potem po kontrze. Tym razem czas wziął trener Jarosław Krysiewicz i zaraz Wojciechowski trafił spod kosza, ale Giżyński obie „jedynki”, Mimo że naciskany Pawlak dorzucił dwa „oczka”, to dwa również Zub po solówce. Gdy Leszczyński po kontrze podwyższył na 51:42, znów było miło, jednak krótko, bo Sobkowiak trafił zza łuku od tablicy (to dosyć rzadkie), a potem spod kosza i za chwilę dobitką, a dobił... nas Bochno „trójką” na 52:51 dla rywali! Prowadzenie jednym punktem przywrócił nam Wąsowicz, choć faulowany mógł dwoma. Na szczęście za jeden rzucił Michał Jędrzejewski, a Respondek solo po zwodach za dwa i po 30 minutach było 55:53 dla Królowej.
 
Początek ostatniej odsłony to punkt Dymały i dwa Medesa z obrotu. Wojciechowski nie trafił obu osobistych, ale były za faul niesportowy, więc goście mieli piłkę z boku i Jędrzejewski zdobył dwa punkty solo. Zub też dwa z półdystansu, a Wąsowicz jeden z linii. Wtedy Rosołowski trafił z daleka, a Jędrzejewski raz „osobiście” i było 60:60. Rozochocony Rosołowski znów walnął „trójkę”, więc nasz coach wziął przerwę. Przytrafił nam się potem błąd 24 sekund, a rywale poczuli krew i Wojciechowski spod kosza i Jędrzejewski zza 6,25 m odjechali na 68:60 (!). Można było zwątpić, bo do syreny były 2 minuty i 20 sekund, a w koszykówce to wieczność! Po kolejnym timeoucie trenera Bacika Leszczyński trafił oba wolne, a potem przechwycił piłkę na połowie rywali, dzięki czemu Zub trafił za trzy! 65:68 i 67 sekund do końca. Na pół minuty przed upływem regulaminowego czasu goście wzięli czas, ale pressing naszych koszykarzy był skuteczny: zdobyli piłkę i na 5 sek. przed końcem Leszczyński znów ekwilibrystycznie trafił po własnej zbiórce i był faulowany! Rzut wolny na dogrywkę nie przeciął jednak siatki, a ostatnie próby Polonistów trafienia na zwycięstwo nie przyniosły sukcesu. Nadzieje trzeba było przenieść na niedzielę...
 
A w niedzielę znów trybuny były pełne, znów oprawa na najwyższym poziomie i znów pierwsze punkty zdobył Giżyński, z tym że dwa pojedyncze po faulu. Wyrównał spod kosza Wojciechowski, a na 4:2 wyprowadził gości Bereszyński solo. A potem seria Polonii: półdystans Wąsowicza, solówka Zmarlaka, trafienie Giżyńskiego z drugiej strony kosza - tu przerywnik w postaci znakomitego bloku Zuba na Bereszyńskim - kolejne dwa Giżyńskiego po asyście Wąsowicza górą i dwa wolne Medesa na 12:4. Zgorzelczanie przypomnieli sobie o swojej najsilniejszej broni i za trzy trafił Rosołowski, ale za to Sobkowiak za jeden, a Pawlak normalnie za dwa i było już tylko 12:10. Zaskoczenia jednak nie było i Wąsowicz trafił dwa po jednym i Respondek dwa po własnym przechwycie i solówce. Jędrzejewski trafił z boku, ale sprzed łuku, a Balaban zza łuku. Żenię skopiował Rosołowski, ale ważny punkt dorzucił Respondek na 20:15 po pierwszej kwarcie. Dominujące skojarzenie: w sobotę po 10 minut Królowa prowadziła 10 punktami i... takie niedomówienie!
 
Drugą odsłonę „trójką” otworzył Bochno, ale wolnymi zniwelował to Medes. Podgonił wynik Sadowski z bliska, ale Medes osaczony przez trzech rywali (!) był sprytniejszy i trafił. Nikt nie obiecywał, że wreszcie będzie łatwo, więc Bochno był skuteczny zza 6,25 m. Na 25:23 poprawił Leszczyński, ale Giżyński był bardziej „rozrzutny” (28:23), a jeszcze Leszczyński po lob-asyście Wąsowicza dodał dwa punkty. Po otwierającym podaniu Rosołowskiego „dwójkę” zaliczył Sobkowiak, a zaraz drugą, choć piłka w naszym koszu znalazła się jakimś cudem! Już bez cudów, choć... hakiem z dołu trafił Jędrzejewski. Leszczyński też normalnie - za dwa, ale Jędrzejewski znów za dwa wbrew... rachunkowi prawdopodobieństwa! Za moment Bereszyński trafił za trzy na drugie w tym meczu prowadzenie gości 34:32 i w głowie zakołatała sobota, a jeszcze mocniej gdy kolejne trzy „oczka” wpakował nam Jędrzejewski. Wtedy jednak Medes też trafił za trzy, co było nam najbardziej potrzebne! Na 37:37 wyrównał Balaban, ale Bochno dał jeszcze dwa punkty przewagi gościom, jednak Wąsowicz slalomem między rywalami znów wyrównał, a połowę po asyście Zuba zamknął spod kosza Giżyński na 41:39 dla BS-u, jednak drugą kwartę 24:21 wygrali Turowianie.
 
Trzecią bezpardonowo zwodem i solówką po „dwójkę” otworzył kapitan Zmarlak, a rywale spróbowali presingu na całym parkiecie, co jednak skwitował „trójką” Wąsowicz na 46:39. Po dwóch celnych wolnych Bereszyńskiego w kolejnej akcji Zub z poświęceniem przechwycił loba rywali pod nasz kosz, dzięki czemu Wąsowicz mógł popisać się asystą, po której Zmarlak po swoim firmowym zwodzie trafił lewą ręką na 48:41. Do 43 punktów dorobek przyjezdnych podniósł Rosołowski, a Wąsowicz nasz bilans do 50, ale tylko na chwilę, bo Balaban szybko dołożył do 53, a gdy wkrótce trafił wolnego przewaga BS-u urosła do 11 pkt. Jednego wolnego trafił też Wojciechowski, a gdy Medes za dwa, to i Jędrzejewski za dwa, a potem była chwila rywalizacji bezpunktowej, aż Krysiewicz przewał to „jedynką”, na co Leszczyński zareagował dwiema „jedynkami”. Rozpędzony Krysiewicz trafił za dwa, więc Zub za trzy! 30 minut zamknął dwoma „oczkami” Pawlak, jednak pozostało 61:51 dla Królowej.
 
Początek ostatniej kwarty to 6 kolejnych punktów Polonii: dwa Giżyńskiego, jeden Zuba i trzy Respondka, a publiczność już kibicowała na stojąco! Goście jednak nie pękali i z 16 pkt straty doszli do minus 9: 2 + 3 Jędrzejewskiego oraz 2 Pawlaka. Na to seria Niebiesko-czerwonych: 2 pkt po kolejnym slalomie Wąsowicza, 3 wolne Leszczyńskiego (pierwszy za przewinienie techniczne Wojciechowskiego, a dwa za jego faul osobisty) i tegoż Leszczyńskiego 3 klasyczne na 17 pkt do przodu na 2,5 minuty do końca! Zgorzelczanie jeszcze wierzyli: 2 i 2 Jędrzejewskiego i Bereszyńskiego i faul, na co 1 i 1 Leszczyńskiego. Na 2 i 2 Sobkowiaka i Rosołowskiego i faul - 1 i 1 Wąsowicza; na 2 Sadowskiego i faul - 1 i 1 Zuba. Jeszcze dwa Jędrzejewskiego i faul, więc 1 i 1 Zuba i kilkanaście sekund przed końcem rywale „złożyli broń”, a Na Skarpie zaczęła się feta...
 
Było tradycyjne wspólne graczy i kibiców zakończenie meczu zwane Szkocją, były okolicznościowe koszulki, były medale i puchary dla obu drużyn, wystrzał konfeti podczas prezentacji trofeum, prysznic z szampana przy wspólnym zdjęciu z prezesostwem, Sławomirem Kamińskim i Dorotą Borecką-Leszczuk, „We are the champions” z głośników, gratulacje i uściski koszykarzy i fanów wzdłuż barierek i czego tam jeszcze nie było... Wszystko na pewno będzie można zobaczyć w internecie.
 
Na pytanie o sposób na odbudowę morale zawodników po sobotniej nieszczęśliwej porażce trener Mariusz Bacik odpowiedział: - Zaraz po meczu poszliśmy wszyscy do szatni i w twardych, żołnierskich słowach, ale bez złości wytłumaczyliśmy sobie co było nie tak! W nocy spałem może dwie godziny, bo o trzeciej nad ranem włączyłem wideo, by ten mecz znów obejrzeć. Pojawiły się pomysły, by coś zmienić w ataku. Przed niedzielnym meczem była nietypowa odprawa właśnie z użyciem wideo i stwierdzeniem, że wszystko zależy od nich, a zawodnicy zalecenia zrealizowali. Przez poprzednie dwa sezony się nie udawało, choć graliśmy ładnie, ale odpadaliśmy z, trzeba powiedzieć, dobrymi drużynami, a teraz wyszliśmy jakby z cienia, nie będąc w roli faworytów. W składzie miałem obecnie może trochę mniej talentu koszykarskiego niż poprzednio, ale mieliśmy być bardziej... skurczybykami, z żelazną obroną jak Detroit Pistons z lat 90. XX wieku. W ostatnich sezonach do 1. ligi awansowały po trzy zespoły, a teraz tylko jeden, więc to tym bardziej smakuje!
 
 
Sobota
 
BS Polonia Bytom 67:68 PGE GiEK Turów Zgorzelec
23:13, 11:23, 21:17, 12:15
 
Polonia: Zub 17 (4x3), Wąsowicz 15 (2x3), Leszczyński 11, Giżyński 9,
Balaban 7 (1x3), Medes 5, Respondek 3, Zmarlak, Dawdo.
 
Najwięcej dla gości: Sobkowiak 12 (1x3), Rosołowski 11 (3x3).
 
 
Niedziela
 
BS Polonia Bytom 83:70 PGE GiEK Turów Zgorzelec
20:15, 21:24, 20:12, 22:19
 
Polonia: Wąsowicz 15 (1x3), Leszczyński 15 (1x3), Giżyński 13 (1x3),
Medes 11 (1x3), Balaban 9 (2x3), Zub 8 (1x3), Zmarlak 6, Respondek 6
(2x3), Dawdo.
 
Najwięcej dla gości: Jędrzejewski 20 (2x3), Rosołowski 10 (2x3).
 
Stan rywalizacji 3-1 i awans Polonii.
BS Polonia już w trzeciej odsłonie finału ma szanse na awans do 1. ligi.
 
 
Turów Zgorzelec od początku sezonu 2025/26 był wielkim faworytem rozgrywek 2. ligi, co w rundzie zasadniczej potwierdzał, przegrywając tylko raz, z Pogonią w Prudniku. Na przełomie roku podopieczni trenera Jarosława Krysiewicza przyjechali do Hali na Skarpie na mecz towarzyski z Królową Śląska, który zakończył się remisem 77:77, a coach rywali i nasz boss, Mariusz Bacik, zgodnie... zrezygnowali z dogrywki. Wyrównany wynik tej potyczki był logiczny, gdyż BS Polonia w sezonie zasadniczym też przegrała tylko raz, a w korespondencyjnym pojedynku ze zgorzelczanami była gorsza jedynie małymi punktami, ale Turów zyskał dzięki temu atut własnego parkietu w pierwszych meczach każdej rundy play offu i także w finale z Królową Śląska, ale już wiemy, że nasi koszykarze nie pozwolili rywalom tego handicapu wykorzystać!
 
74 punkty zdobyte w pierwszym meczu finałowym (przypomnijmy, że było 82:74 dla BS-u), to trzeci... najgorszy wynik Turowa w sezonie, który nawet w przegranym meczu z Pogonią zdobył 79 „oczek”, a w rundzie zasadniczej na ogół kładł rywalom setkę i więcej. Te dwie jeszcze gorsze zdobycze miały miejsce w play offie, a konkretnie po 70 pkt w ćwierćfinale z AZS-em AGH Kraków i w półfinale z GMS-em Polarisem KKS-em Tarnowskie Góry, w obu przypadkach dające Turowianom zwycięstwa!
 
Zatrzymanie finałowych rywali na 74 punktach to niewątpliwie zasługa taktyki zaordynowanej przez nasz sztab szkoleniowy oraz wykonania jej przez tegoż sztabu podopiecznych. Ponieważ prawa fizyki mówią, że każda akcja rodzi reakcję, więc drugi mecz finałowy miał już inny przebieg, ale gospodarze w 40 minut zdobyli niewiele więcej punktów, bo 76, jednak goście tyle samo, a tym razem z dogrywki zrezygnować nie można było, więc niezwykłe emocje trwały jeszcze 5 minut, a kończył je... horror, bardziej jednak uderzający miejscowych, którzy na sekundę przed końcem dodatkowej gry i przy zatrzymanym zegarze mieli trzy rzuty wolne na zwycięstwo, a ewentualnie trafione tylko dwa na kolejną dogrywkę, jednak ręka ich zawiodła...
 
Choć więc gospodarze kłuli nas „trójkami” (w pierwszym meczu trafili 12, a w drugim 16 niemalże z tej samej „klepki”!), to nasza defensywa zdała egzamin, a będąc przy rzutach zza łuku, warto zauważyć, że Wojciech Zub w drugim meczu trafił tak trzy razy na cztery próby (50% „trójkowego” dorobku Królowej), co w zasadzie nie dziwi, bo rzuty dystansowe to jego silna broń, ale cieszy to, iż znalazł sposób na broniących rywali, którzy w trzech wcześniejszych meczach (dwóch półfinałowych z Legionem i pierwszym finałowym) nie zostawili go ani razu na otwartej pozycji rzutowej, choć akcję za trzy i tak zaliczył, trafiając wszystkie wolne po „załukowym” faulu w Legionowie.
 
Punkty Zuba na pewno miały dla nas olbrzymie znaczenie przy drugiej wygranej w Zgorzelcu, a teraz liczymy na podobną odmianę Yevhena Balabana, który nad zachodnią granicą był bardzo dobrze pilnowany, ale nic nie może przecież wiecznie trwać! A propos dobrego pilnowania, to najlepszy snajper Turowa, Szymon Pawlak, trafił Polonię w dwumeczu w sumie na 26 pkt. Przy jego średniej prawie 20 pkt na mecz oznacza to, że został przez Polonistów... przeczytany. Może pomógł w tym fakt, iż w sezonie 2021/22 grali z nim Paweł Zmarlak i Wojciech Leszczyński w 1. lidze w barwach AZS-u AGH Kraków, choć w naszym 1-ligowym sezonie 2022/23 już jako Turowianin rzucił nam w „zasadniczym” dwumeczu 39 pkt, ale w Bytomiu Królowa wygrała 84:64, a w tym czasie w barwach rywali toczyli boje Krzysztof Wąsowicz i Filip Pruefer...
 
Najlepsza czy najgorsza historia jednak nie gra, a każdy mecz jest osobnym spektaklem, który trzeba wygrać. Że stawka jest olbrzymia, niech świadczy fakt, iż po przegranym z BS-em półfinale trener Legionu Łukasz Pacocha... stracił posadę! W pierwszym meczu o trzecie miejsce w Tarnowskich Górach legionowian do zwycięstwa 92:88 poprowadził... Szymon Daszke, który w latach 2020-22 grał w niebiesko-czerwonych barwach.
 
Jak widać, koszykówka jak fortuna kołem (obręczą...) się toczy, ale wierzymy, że zatrzyma się w twierdzy niezdobytej Na Skarpie, bo wtedy w niedzielę już nie trzeba będzie grać...
 
 
● Finał play offu 2. Ligi Koszykówki Mężczyzn - trzeci i ewentualnie
czwarty mecz
● BS Polonia Bytom - PGE GiEK Turów Zgorzelec
● Sobota, 30 maja, godz. 18.00, ew. niedziela, 31.05.
● Hala Na Skarpie, ul. Frycza-Modrzewskiego 5a
● Gra się do trzech zwycięstw
 
 
ZAPRASZAMY NA SOBOTĘ!

- Myślę, że składa się na to nasz charakter i doświadczenie, które zebraliśmy. W play-offach pomimo naszych początkowych problemów funkcjonuje to jeszcze lepiej niż w sezonie regularnym. To siła tej drużyny. Każdy dokłada coś od siebie i przynosi to znakomity efekt - mówi Paweł Zmarlak przed trzecim finałowym meczem rundy play-off II ligi z PGE GiEK Turowem Zgorzelec. Po dwóch wygranych w Zgorzelcu bytomski zespół dzieli jedna wygrana od awansu do I ligi. Trzeci mecz finałowy zaplanowano w sobotę o godz. 18.00. 

W tegorocznej rundzie play-off dostarczyli już kibicom ogrom emocji i zafundowali kilka dreszczowców. Ale za każdym razem wychodzili z opresji obronną ręką. Koszykarze BS Polonii Bytom w sobotę mogą postawić ostatni krok na drodze do awansu do I ligi. I spuentować w ten sposób bardzo udany sezon, którego zwieńczeniem była znakomita gra w decydującej części sezonu. Podopieczni Mariusza Bacika nie zaznali w niej goryczy porażki. 

- Jesteśmy bardzo charakternym zespołem i to przekłada się na boisko. Nie składamy broni i cały czas walczymy. Kilkukrotnie potrafiliśmy już odrabiać straty. Myślę, że składa się na to nasz charakter i doświadczenie, które zebraliśmy. W play-offach pomimo naszych początkowych problemów funkcjonuje to jeszcze lepiej niż w sezonie regularnym. To siła tej drużyny. Każdy dokłada coś od siebie i przynosi to znakomity efekt. Miejmy nadzieję, że będzie to tak wyglądało do samego końca - mówi przed trzecim meczem finałowym play-off z PGE GiEK Turowem Zgorzelec kapitan Polonistów Paweł Zmarlak. 

Szalona końcówka meczu w Zgorzelcu 

W rundzie play-off Niebiesko-Czerwoni potrafili już odwracać losy meczów z Księżakiem Łowicz, KS Kosz Ciepłomax Kompaktowy Pleszew, czy w trzecim starciu z RJ House Legion Legionowo. Ale to co stało się w drugim meczu w Zgorzelcu na długo zapadnie w pamięci kibiców. Na niespełna sekundę przed końcem Bytomianie mogli roztrwonić dwupunktową przewagę. Po faulu jeden z rywali spudłował jednak trzykrotnie z linii rzutów wolnych. Setne sekundy przerodziły się w ogromną, kilkuminutową nerwówkę. 

- W takiej sytuacji jeszcze nie byłem w karierze zważywszy na to, że sam sprokurowałem całą sytuację niedokładnym podaniem. Mieliśmy sześć pkt przewagi na 30 sekund do końca meczu i daliśmy sobie rzucić trójki z czystych pozycji. To nie powinno się zdarzyć. Musiałem szybko się pozbyć piłki i zrobiłem to niedokładnie. Na szczęście po pierwszym niecelnym rzucie ciśnienie zeszło, bo najgorsze mieliśmy już za sobą. Trochę to trwało, ale efekt finalny jest dobry. Sami sprowokowaliśmy sobie całą sytuację - wspomina Zmarlak. 

Ogromne zainteresowanie finałem 

Koszykarzom Królowej Śląska pozostał ostatni krok do wywalczenia awansu i powrotu na zaplecze koszykarskiej elity po trzyletnim rozbracie. Ten ostatni bywa jednak najtrudniejszy, a sobotnie spotkanie cieszy się gigantycznym zainteresowaniem kibiców. Internetowa pula wejściówek błyskawicznie została wyprzedana. 

- Na pewno czeka nas trudne zadanie. Początek meczu może być szarpany. Turów na pewno nie odpuści i zwłaszcza w pierwszych minutach gry spodziewam się trudnej przeprawy. Zobaczymy, co będą w stanie zaproponować i czy nasz zespół będzie w stanie od razu narzucić swój styl gry - dodaje Zmarlak. 

Niezwykle ważne w sobotnie popołudnie będzie wsparcie kibiców, którzy tłumnie jeżdżą za koszykarską Polonią po całej Polsce. 

- Mamy też wsparcie swoich najbliższych. Nasi kibice wszędzie za nami jeżdżą i nas tym nakręcają. Grupa jest znakomicie zorganizowana i robią kapitalną robotę. Wielki ukłon i szacunek w ich stronę, bo dużo dla nas poświęcili. Wierzę, że i tym razem w - miejmy nadzieję ostatnim spotkaniu, nam pomogą. Wierzę, że ich energia poniesie nas do tego, by wykrzesać z siebie maksimum i rozstrzygnąć ten mecz na naszą korzyść - zakończył Paweł Zmarlak. 

Trzecie finałowe spotkanie zaplanowano w sobotę w Hali “Na Skarpie” o godz. 18.00. Ewentualny czwarty mecz w niedzielę o godz. 18.00. W rywalizacji toczonej do trzech wygranych koszykarze Polonii prowadzą 2:0. Tylko triumfator finału zapewni sobie miejsce na pierwszoligowym froncie w kolejnych rozgrywkach. 

Trzecie finałowe starcie play-off II ligi pomiędzy BS Polonią Bytom a PGE GiEK Turowem Zgorzelec cieszy się ogromnym zainteresowaniem kibiców. Informujemy, że pula biletów przeznaczona do sprzedaży online została wyczerpana.

Jednocześnie informujemy, że w dniu meczu do sprzedaży trafi ograniczona pula biletów. Będzie można je zakupić w kasie Hali "Na Skarpie" od godz. 17.00. Jedna osoba będzie mogła zakupić maksymalnie dwa bilety.

Po dwóch pierwszych meczach finałowych koszykarze BS Polonii Bytom prowadzą 2:0 i do awansu do I ligi brakuje im tylko jednego zwycięstwa. Początek sobotniego spotkania przewidziano na godz. 18.00.

W Zgorzelcu BS Polonia na otwarcie finału wygrała dwa razy - w sobotę spokojnie, ale w niedzielę w niesamowitych okolicznościach...
 
 
Sobotni mecz gospodarze rozpoczęli z rozmachem i ze swadą, bo pierwsze punkty zdobyli po „amerykańskiej” wrzutce Michała Jędrzejewskiego na obręcz i wsadzie z powietrza Szymona Pawlaka. Zupełnie nie przejął się tym Wojciech Zub i za chwilę było 2:2, a naszego kapitana, Pawła Zmarlaka, tym bardziej trudno podejrzewać, że coś go na parkiecie może zaskoczyć, więc sam zaskoczył rywali z obrotu lewą ręką na 4:2. Nie tracący rezonu Jakub Sadowski spróbował kolejnego wsadu, ale jak mu obręcz odparowała! Nie zrezygnował jednak i następnym wsadem wyrównał na 4:4. Jeśli ktoś mógł wtedy pomyśleć, że to ostatni remis w tym meczu, to na pewno nasi kibice, którzy mocną grupą pojawili się w Zgorzelcu, i nasi koszykarze, bo następne dwie minuty należały do drugiego kapitana Królowej Śląska, Krzysztofa Wąsowicza i do Jarosława Giżyńskiego, który wrócił do składu po meczu nieobecności. Ten pierwszy trafił dwa razy po dwa - po dwóch przechwytach Zmarlaka, a ten drugi oba wolne i zaraz obaj po dwa - Wąsowicz swoim stylowym lobikiem z dołu, a Giżyński po asyście... Wąsowicza i swoim zwodzie-obrocie - na 14:4! Jeśli ktoś mógł wtedy pomyśleć, że bytomianie nie oddadzą już prowadzenia, to na pewno nie gospodarze, dla których Sadowski trafił wtedy spod kosza, ale Michał Medes w identyczny sposób otworzył swój „protokół”. Zaraz punkt dołożył Wojciech Leszczyński, ale Jakub Wojciechowski dobitką dwa, więc Leszczyński trzy! Ostatnie w tej kwarcie 5 pkt dla Polonii zdobył Medes (1 i 2 i 2), a ostatnie 5 dla Turowa Pawlak, z tym że na dwa razy - 2 i 3. Po pierwszych 10 minutach było 25:13 dla nas...
 
Początek drugich 10 minut to ciąg dalszy serii Medesa - dwa hakiem z obrotu i potem dwa „osobiście”, co w tzw. międzyczasie trochę zniweczył dwoma wolnymi Bartosz Bochno, ale tylko trochę, bo zaraz zza łuku trafił Paweł Respondek po przechwycie Zuba, a szybko po jego kolejnym przechwycie „dwójkę” spod kosza zdobył Jakub Cisowski na 34:15. Na jednego wolnego Wojciechowskiego dwoma odparował Medes, a na dwa wolne Jędrzejewskiego „trójką” zareagował Giżyński na 21-punktowe, jak się później okazało najwyższe prowadzenie Polonii w tym meczu. Potem padły trzy punkty dla zgorzelczan, ale na trzy raty: dwa razy jeden Marcina Dymały i jeden Sadowskiego, ale zaraz była też „dwójka” z obrotu tegoż Dymały oraz „dwójka” bez... obrotu Sadowskiego. Na to Medes odpowiedział z półdystansu, jednak Dymała zza łuku i znów kwartę zamknął Medes na 43:28 dla podopiecznych Mariusza Bacika!
 
Po dużej przerwie oba zespoły potrzebowały trochę czasu by się... wstrzelić, a pierwszy przełamał to Zmarlak solówką po zbiórce i podaniu Zuba. To rozochociło gospodarzy i Dymała trafił zza 6,25. Rewanż był mocny - najpierw Wąsowicz zwodem wysłał rywala w kosmos i zdobył 2 pkt, a wkrótce Zmarlak dopełnił to „trójką”. Pawlak na dwa „oczka” potrzebował dwóch rzutów, a Wąsowicz jednego po efektownym slalomie między rywalami. Faulowany Dymała też trafił dwa razy, a Giżyński raz dobitką. Miejscowi nie tracili wiary i chęci, więc Jędrzejewski celnie rzucił zza łuku, a Dymała znów dwa razy z linii. Na to Medes obrotem zwiódł rywala na 2 pkt, a Jakub Bereszyński zmniejszył różnicę tylko pierwszym wolnym. Jednego wolnego zaliczył też Zub, ale zaraz nadrobił to „dwójką”. Dawid Sobkowiak i Bochno podgonili wynik „trójkami”, ale Leszczyński niemal równo z syreną też trafił zza łuku na 62:47 po 30 minutach, ale w trzeciej kwarcie był remis 19:19, co zapowiadało emocje w ostatniej części meczu!
 
Początek czwartej ćwiartki to znów obustronny post punktowy i znów przełamany przez Królową, a konkretnie przez Wąsowicza solówką, na co Sobkowiak odpowiedział „trójką”. Trener Bacik wziął czas, ale znów była „cisza”, którą... zakłócił Yevhen Balaban fantastycznym blokiem na Bereszyńskim, a dwoma pkt przerwał Zub po własnej zbiórce w obronie i wymianie piłki z Wąsowiczem. Po drugiej stronie Pawlak „złożył trójkę” - 2+1 za faul, ale również faulowany Wąsowicz miał pewną „wolną” rękę. Pawlak nie ustępował i poszedł solo po dwa „oczka”, a kolejną piłkę po ataku Turowa zebrał Balaban i po rozważnej akcji Wąsowicz odnalazł Medesa, który dołożył kolejne dwa pkt. Gdy Sobkowiak trafił swoją trzecią „trójkę”, nasz coach wziął czas, po którym Respondek zdobył „dwójkę” po własnej zbiórce w ataku, ale inny Turowianin, Patryk Rosołowski, pokazał, że też potrafi zza łuku! Niezrażony Wąsowicz posłał superpiłkę do niezrażonego Medesa (2 pkt), ale Sobkowiak trafił swoją czwartą „trójkę”, a za chwilę Jędrzejewski identycznie i zrobiło się „tylko” 67:74. Szok? A skąd! - taka jest koszykówka. Zaraz różnicę „dwójką” powiększył Respondek, a Wąsowicz dołożył bardzo ważny punkt wolny. Dymała jeszcze próbował ratować co się dwa (2), ale Leszczyński zza łuku odebrał mu i jego kolegom sporo animuszu. I choć Dymała znów nie spudłował osobistych, to porządek na parkiecie przywrócił Giżyński, a „trójka” Rosołowskiego mogła tylko podbudować gospodarzy przed meczem niedzielnym...
 
I zapewne podbudowała, bo w niedzielę zgorzelczanie postawili na rzutyzza łuku, ale zaczęło się inaczej niż dzień wcześniej. Pierwszą piłkę wygrał Giżyński i po kilkunastu sekundach zdobył dwa punkty po podaniu Zmarlaka, jednak pierwsze trafienie za trzy zaprezentował Jędrzejewski, a potem dwa po kontrze i dobitce Wojciechowski. Na szczęście za trzy punkty trafił też Zub, przerywając swoją długą przerwę w zdobyczach z dystansu, jednak Jędrzejewski zdobył kolejną „trójkę”, a gdy Leszczyński „dwójkę”, to Jędrzejewski znowu za trzy pkt. Giżyński po asyście Leszczyńskiego z kozła zmniejszył na 11:9, a wtedy Wojciechowski z bliska podniósł na 13:9, Bereszyński trafił oba wolne i zaraz „trójkę”, więc nasz trener wziął czas, po którym „dwójkę” po własnym przechwycie dołożył Pawlak. Na dwa pkt taką „przerzutką” Medesa trzema odpalił Bereszyński, a dwa osobiste dołożył Wojciechowski. Medes z półdystansu zmniejszył na 25:13, a jeszcze humory poprawił nam Wąsowicz, który po zbiórkach Balabana i Respondka zdobył dwa razy po dwa „oczka”, ale gospodarze ciągle byli mocni „trójkowo” i tak trafił ponownie Jędrzejewski, a po „dwójce” Leszczyńskiego, za trzy dołożył Dymała na 31:19 po pierwszej kwarcie, czyli takie samo 12-punktowe prowadzenie, jak Polonii w sobotę.
 
W pierwszych 10 minutach Turów miał 7 celnych rzutów z dystansu przy jednym bytomian, co jednak nie zahamowało gości na drodze po dobry wynik. Drugą kwartę rozpoczęli od dwóch osobistych Respondka i „dwójki” Giżyńskiego, ale miejscowi uporczywie kąsali zza łuku: między „trójkami” Bochny i Rosołowskiego na szczęście Medes po świetnym zwodzie zdobył punkty z bliska. Potem Zub trafił oba wolne, a miejscowi coraz częściej się mylili. Po dość długiej grze bezpunktowej trafił jednak Bereszyński dobitką, a potem też z bliska Rosołowski. Na 41:29 zmniejszył Zub z półdystansu, ale Sobkowiak znów nam przypomniał o „trójkach”. Ostatnie punkty przed dużą przerwą to dwa Zuba, 1+1 Zmarlaka i 3 Leszczyńskiego na 44:36, a trener Turowa wziął jeszcze czas, jednak kwartę wygrała Królowa 17:13.
 
Po zmianie stron pierwszy trafił 1+1 Jędrzejewski, ale potem Wąsowicz po kontrze i Zmarlak z obrotu po swoich sztandarowych zwodach zdobyli po dwa pkt, a Giżyński trzy i było już tylko 46:43 dla Turowian. O osobisty punkt poprawił to Wojciechowski, ale dwoma zmniejszył to jeszcze nasz kapitan. Pawlak nie chciał być gorszy (2), ale Zmarlak nie odpuszczał (2), a kolejne dwa pkt Giżyńskiego dały pierwszy w tym meczu remis 49:49. Mamy ich? Chciałoby się, ale to poważni gracze, więc zdobyli kolejne 5 „oczek”: 1 Bereszyński, 1+1 Sadowski i 2 Pawlak. Na 54:51 skorygował solo Giżyński, ale Dymała rzutem z dołu znów odskoczył. Zub z półdystansu doskoczył, jednak Dymała z bliska znów się nie pomylił, a jeszcze poprawił z daleka - za trzy na 61:53. Kolejny timeout dla Polonii, po którym Zub trafił oba osobiste, a tuż przed końcem trzeciej odsłony Medes poskładał „trójkę” 2+1 na 22:17 dla bytomian w tej kwarcie, ale na ogólne 61:58 dla miejscowych.
 
Czwarte 10 minut zaczęło się od „trójek”: Zuba na kolejny remis 61:61 i znów 2+1 Medesa na pierwsze nasze prowadzenie 64:61. Krótkie, bo Jędrzejewski znowu wyrównał zza łuku, a Pawlak trafił osobiście raz na minimalne prowadzenie Turowa. Nasi też nie zapomnieli o „trójkach” i
trafił Zmarlak na 67:65 dla Polonii, ale potem nastąpił prawie trzyminutowy okres prób i błędów z obu stron, aż przerwał to Pawlak - oczywiście za trzy na 68:67 dla Turowa. Zmianę prowadzenia zaordynował Giżyński - 68:69 - ale szybko wyrównał Bereszyński, a kolejne pojedyncze wolne Sadowskiego i Bereszyńskiego dały 71:69 zgorzelczanom. Lepiej wolne od rywali wykonał Leszczyński i znów był remis 71:71, a za moment „trójki” Bereszyńskiego i Zuba i było 74:74! Giżyńskiemu też przy osobistych ręka nie zadrżała, ale podobnie Pawlakowi i przy 76:76 konieczna była dogrywka!
 
Początek dodatkowego czasu to punkt Medesa (76:77), ale dwa Jędrzejewskiego (78:77), więc i dwa Zuba (78:79). Bereszyński trafił oba wolne (80:79), a wtedy Respondek miał swój błysk: faulowany zdobył dwa „oczka”, ale wolnego nie dołożył, jednak zebrał piłkę i znów trafił, a po... faulu podwyższył z wolnego na 84:80. Gdy Medes zdobył kolejne dwa pkt, a Wojciechowski zmarnował oba wolne, było 86:80 dla Królowej w połowie dogrywki. Posprzątane? Akurat! Sobkowiak trafił oba wolne, ale Jędrzejewski oba zmarnował. Zmarlak z linii miał pewną rękę i było 88:82 na 40 sekund przed końcem! Na 32 sek. przed syreną Sobkowiak trafił za trzy (!), a trener Bacik wziął czas. Faulowany taktycznie Medes trafił raz, a Bereszyński za trzy na 88:89 gdy zostało troszkę ponad 8 sekund czystej gry. Faulowany Giżyński trafił pierwszego, a drugiego nie, ale zbiórka z tablicy była... wspólna, a czerwona strzałka wskazywała, że przetrzymana piłka będzie dla gospodarzy. Trener miejscowych wziął czas na niecałe 4 sek. przed końcem, po czym Pawlak nie trafił za trzy. Na 0,1 sek. (!) przed syreną faulowany był Bereszyński, ale oceniono to na próbę rzutu z dystansu, więc zgorzelczanie dostali trzy osobiste! Wszystkie celne dawały im zwycięstwo, ale Bereszyński nie trafił już pierwszego! Przy drugim „pudle” złapał się za głowę, a gdy nie trafił trzeciego, padł na kolana. Ten ułamek sekundy trzeba było jeszcze dograć, a potem była wielka radość zawodników i kibiców Królowej, choć chyba najpierw oddech ulgi!
 
 
Sobota
 
PGE GiEK Turów Zgorzelec 74:82 BS Polonia Bytom
13:25, 15:18, 19:19, 27:20
 
Polonia: Medes 23, Wąsowicz 15, Giżyński 11 (1x3), Leszczyński 10
(3x3), Zub 7, Zmarlak 7 (1x3), Respondek 7 (1x3), Cisowski 2, Balaban
 
Najwięcej dla gospodarzy: Dymała 18 (2x3), Pawlak 14 (1x3), Sobkowiak 12 (4x3)
 
 
Niedziela
 
PGE GiEK Turów Zgorzelec 88:90 BS Polonia Bytom
31:19, 13:17, 17:22, 15:18, dogrywka 12:14
 
Polonia: Zub 21 (3x3), Giżyński 18 (1x3), Medes 16, Zmarlak 13 (1x3),
Leszczyński 9 (1x3), Respondek 7, Wąsowicz 6, Cisowski, Balaban
 
Najwięcej dla gospodarzy: Bereszyński 21 (4x6), Jędrzejewski 19 (5x3),
Pawlak 12 (1x3), Dymała 10 (2x3)
 
 
Stan rywalizacji do trzech zwycięstw 2-0 dla Polonii, a następny mecz w sobotę, 30 maja w Hali na Skarpie.

Na ten moment pracowali cały sezon. Koszykarze BS Polonii Bytom rozpoczynają w sobotę walkę w finałach play-off II ligi. Rywalem ekipy Mariusza Bacika w decydującej rywalizacji będzie PGE GiEK Turów Zgorzelec. Dwa pierwsze finałowe mecze odbędą się w weekend w Zgorzelcu. Początek o godz. 17.00. Walka toczy się do trzech wygranych, a triumfator uzyska awans do I ligi. 

Koszykarze BS Polonii Bytom dostarczyli kibicom wielkich emocji w trakcie rundy play-off, a najważniejszy jej akord dopiero przed nami. W sobotę Niebiesko-Czerwoni rozpoczynają rywalizację z PGE GiEK Turowem Zgorzelec w finale, którego stawką jest awans na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej. 

W play-offach złapali "wiatr w żagle"

Bytomianie o miejsce w finale i tym samym przepustkę do I ligi walczyli w dwóch poprzednich sezonach i w obu przypadkach pogrzebali swe marzenia w ćwierćfinale. Teraz spisują się znakomicie. Podopieczni Mariusza Bacika najpierw przełamali ćwierćfinałową klątwę, a następnie poszli za ciosem. W półfinale nie pozostawili złudzeń RJ House Legionowi Legionowo i w decydującym etapie rozgrywek pozostają niepokonani. 

- Cieszy mnie przede wszystkim fakt, że zawodnicy sami wzajemnie się nakręcają. Widać to począwszy od meczu drugiej rundy w Łowiczu, gdzie odrobiliśmy 16-punktową stratę. W Pleszewie strata też była podobna. Takie mecze budują kolektyw i charakter. Widać, że zawodnicy od tego momentu uwierzyli, że faktycznie mogą ugrać coś więcej, niż tylko wejść do finału. Od kilku dni tłumaczę im, że musimy po prostu zagrać swoje i to będzie wystarczające. Na pewno przygotujemy się solidnie pod względem defensywnym, by uprzykrzyć życie rywalom. Ale finały rządzą się swoimi prawami - tłumaczy trener koszykarskiej Polonii Mariusz Bacik. 

Morderczy półfinał rywali. Tego niewielu się spodziewało

Mianem niepokonanych nie mogą natomiast pochwalić się zawodnicy ze Zgorzelca, którzy rundę zasadniczą zakończyli z najlepszym dorobkiem spośród wszystkich zespołów na drugoligowym froncie. W play-offach Turów odprawił z kwitkiem kolejno w dwóch meczach WKK II Active Wrocław, Żak Insta-Serwis Koszalin i AZS AGK Kraków. Ogromne schody zaczęły się natomiast w półfinale, gdzie ich los zawisnął na włosku. Po trzech meczach 2:1 (walka toczyła się do trzech wygranych) prowadzili bowiem zawodnicy GMS Polaris KKS Tarnowskie Góry. Ekipa ze Zgorzelca zdołała jednak odwrócić losy rywalizacji i triumfowała po pięciu meczach.  Ale kosztowało ją to sporo sił. 

- Myślę, że to nie będzie odgrywało znaczenia. Każdy rywal jest inny, teraz przed nami nowe rozdanie i nowa energia. Zarówno nasz zespół, jak i ekipa ze Zgorzelca, mocno walczyły o awans do tego finału. Teraz jesteśmy już na ostatniej prostej i obie drużyny liczą na awans. Możemy spodziewać się bardzo zaciętych pojedynków - ocenia trener Bacik. 

Co ciekawe, w styczniu oba zespoły miały okazję zmierzyć się w meczu sparingowym rozegranym w Bytomiu. Wówczas padł remis 77:77. 

Porównując nas z tamtym okresem, to mamy bardziej zgrany i mocniejszy zespół. A przede wszystkim wierzący w swoje umiejętności. Wiedząc, jak może potencjalnie ułożyć się drabinka w play-offach świadomie nie chciałem wtedy rozgrywać dogrywki. Wtedy wraz z trenerem Jarosławem Krysiewiczem uznaliśmy, że lepiej dwóch rannych niż jeden zabity. Lekka przewaga psychiczna pozostała po naszej stronie, bo rywale zagrali niemal w pełnym składzie. W naszych szeregach zabrakło za to Michała Medesa, który wniesie teraz wiele energii i siły pod koszem - tłumaczy trener Bacik. 

- Turów Zgorzelec to drużyna o świetnych warunkach fizycznych posiadająca w swoim składzie graczy wysokich, silnych, skocznych a przede wszystkim świetnie biegających. Dlatego ich styl gry to koszykówka szybka. Jeśli dać im się rozpędzić to potrafią seryjnie zdobywać punkty z szybkiego ataku co powoduje wysokie wyniki. Przypomina to trochę grę zespołu z Pleszewa. Ten atletyczny styl widoczny jest również w defensywie, gdzie potrafią bardzo mocno wywierać nacisk na zawodnika z piłką. Mimo, że w składzie znajduje się dwóch bardzo doświadczonych zawodników to nie jest to zespół zaawansowany wiekiem. To grupa głodna wygranych i kolejnych sukcesów - ocenia natomiast Paweł Wołk-Jankowski, asystent trenera Bacika w sztabie Niebiesko-Czerwonych.  

Pierwsze dwa finałowe spotkania odbędą się już w najbliższy weekend w Zgorzelcu. Oba rozpoczną się o godz. 17.00. W ostatni weekend maja rywalizacja przeniesie się natomiast do Bytomia. Ewentualne piąte spotkanie zaplanowano natomiast na środę, 3 czerwca w Zgorzelcu. Walka toczy się do trzech wygranych, a tylko zwycięzca zapewni sobie awans do I ligi. 

- Potrafiliśmy wracać z ogromnych opresji i odrabiać dużą stratę w poprzednich meczach. To daje nam świadomość, że nigdy się nie poddamy i będziemy walczyć do ostatniego gwizdka - zapowiada przed rozpoczęciem finałów play-off Krzysztof Wąsowicz. Bytomianie weszli do decydującej części sezonu z przytupem i jako jedyni nie doznali porażki w play-offach. A za PGE GiEK Turowem Zgorzelec mordercza rywalizacja z GMS Polaris KKS Tarnowskie Góry w półfinale. 

 Zarówno zawodnicy, jak i kibice BS Polonii Bytom czekali na ten moment od trzech sezonów. Po długim i morderczym sezonie obfitującym w wiele emocji koszykarze Królowej Śląska w sobotę rozpoczynają walkę w finale play-off, którego stawką jest awans na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej w naszym kraju.  

Bytomianie w decydującej części sezonu są wręcz niezniszczalni. Potrafili wychodzić obronną ręką z gigantycznych opresji w starciach z Księżakiem Łowicz, KS Kosz Ciepłomax Kompaktowy Pleszew czy w półfinale z RJ House Legionem Legionowo. Początek trzeciego półfinałowego starcia nie układał się zupełnie po ich myśli, a i tak to do ekipy Mariusza Bacika należało za każdym razem decydujące słowo. 

- Ciężko nie być napędzonym, gdyby jako jedyny zespół nie odnieśliśmy porażki w play-offach. Czujemy się mocni i pewni siebie. A poza tym mieliśmy trochę więcej czasu na odpoczynek od rywali i to powinno nam pomóc - zauważa przed rozpoczęciem decydującej rywalizacji Krzysztof Wąsowicz. 

- Potrafiliśmy wracać z ogromnych opresji i odrabiać dużą stratę w poprzednich meczach. To daje nam świadomość, że nigdy się nie poddamy i będziemy walczyć do ostatniego gwizdka. Niezależnie jaki by przyświecał nam cel, to ważne jest by wyjść na parkiet i pokazać charakter - dodaje rozgrywający koszykarskiej Polonii. 

Wyszli z cienia 

Bytomski zespół przed sezonem nie był stawiany w roli głównego faworyta do wywalczenia przepustki do I ligi. Ale Poloniści krok po kroku realizowali kolejne cele i w play-offach nie mają dotąd sobie równych. 

- Tegoroczny system play-offów i fakt, że tylko jedna drużyna uzyska awans sprawia, że przegrany w finale będzie musiał uznać sezon za stracony. Na pewno Turów był budowany z większą pompą, animuszem i od początku głośno mówili o awansie. My budowaliśmy zespół po cichu i atakowaliśmy trochę z drugiego szeregu. Podchodziliśmy do wszystkiego spokojnie. Budowaliśmy sobie przewagę parkietu w play-offach tak jak przed meczami z Legionowem. Żaden z nas nie odczuwa większej presji. Czujemy się komfortowo, bo miało nas potencjalnie nie być w finale, a teraz być może wyrastamy nawet na lekkiego faworyta. To nas nie sparaliżujemy, bo mamy bardzo doświadczony zespół - zauważa Wąsowicz. 

Bytomianie w kluczowym momencie sezonu zachowali więcej sił. Za ekipą ze Zgorzelca morderczy półfinał z GMS Polaris KKS-em Tarnowskie Góry, który rozstrzygnął się dopiero w pięciu meczach. A warto podkreślić, że po trzech meczach zespołowi ze Zgorzelca poważnie zajrzało w oczy widmo braku awansu do finału. Na przestrzeni całego wymagającego sezonu może to mieć znaczenie. 

- Takie rzeczy trudno oceniać jednoznacznie, bo czasem świadczy o tym jeden niecelny rzut w końcówce, gdy zaczyna brakować sił i powietrza. Ciężko to będzie dostrzec na początku meczu, bo rywale też mieli cztery dni odpoczynku. Nie upatrywałbym w tym wielkiej przewagi, bo nasi rywale mają też szeroki skład i korzystają z szerokiej rotacji. Mają 10 zawodników i będą gotowi fizycznie do gry. Cały sezon dobrze wyglądali pod tym względem. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby w drugich, niedzielnych meczach decydowały takie detale - tłumaczy Wąsowicz. 

A gdzie tkwi największa siła zespołu, który mógł pochwalić się najlepszym bilansem punktowym w rundzie zasadniczej w II lidze? Rozgrywający Polonii zwraca uwagę na Szymona Pawlaka. 

- Dźwignął na swoich barkach całą półfinałową rywalizację. Przed nami duże wyzwanie, by go powstrzymać i nie dać mu się rozpędzić. W szeregach rywali nie brakuje jednak klasowych zawodników, w tym zmienników, którzy potrafią wejść i dać drużynie pozytywny impuls. Nikogo nie można tam lekceważyć - zauważa Wąsowicz. 

Walka na całego. Gigantyczna stawka finału 

Poloniści w rundzie play-off zafundowali kibicom prawdziwą huśtawkę nastrojów i kilka niesamowitych dreszczowców. Czego Wąsowicz spodziewa się w finale? 

- Szczerze mówiąc chciałbym po prostu wygrać trzy mecze i sięgnąć po awans. Wiadomo, że każdy chciałby mieć komfort i wszystko pod kontrolą, ale to jest sport. Nie spodziewam się, że któraś z drużyn będzie w stanie zbudować większą przewagę w jakimś spotkaniu. Oba zespoły są bardzo wyrównane i nie przypuszczam, by w połowie trzeciej kwarty losu meczu były już rozstrzygnięte - zakończył Krzysztof Wąsowicz. 

Pierwsze dwa mecze finałowe czekają nas już w najbliższą sobotę i niedzielę w Zgorzelcu. Początek o godz. 17.00. W ostatni weekend maja rywalizacja przeniesie się natomiast do Bytomia.  

Po co grać pięć meczów, gdy można załatwić sprawę w trzech?!
 
 
Po dwóch tylko chwilami zagrożonych zwycięstwach w Hali na Skarpie Królowa Śląska pojechała do Legionowa na trzeci mecz półfinałowy play offu z tamtejszym RJ House Legionem z pewną przewagą, bo gospodarze musieli wygrać, a taka sytuacja na pewno nie ułatwia gry. Dodatkowym plusem BS-u był fakt, że w Legionowie w meczu o punkty nigdy nie przegrał, choć grał tam tylko raz i w ubiegłym play offie wygrał 39 punktami.
 
Prezentacja gospodarzy w sobotni wieczór była bardzo okazała: sporo dymu, chyba pary wodnej, przyciemnione światła, szpaler cheerleaderek I luzak-spiker spacerujący po parkiecie; wszystko to robiło wrażenie, ale przecież nasi koszykarze i duża żółta grupa Bytomskiego Stowarzyszenia Kibiców Koszykówki Niebiesko-czerwoni z niejednego pieca gorące kasztany wyciągali, więc respektu nie poczuli.
 
Fakt że pierwszej piłki nie wygrał Jarosław Giżyński, ale tylko dlatego że... nie było go w składzie. Rzut sędziowski zagarnął legionowski olbrzym, Damian Cechniak, a pierwsze punkty zdobył sporo niższy Nikita Kohut od razy trzy, w formule 2+1. Za moment nasz kapitan Paweł Zmarlak fantastycznie zablokował Jan Piliszczuka, ale
rozochocony Kohut zdobył wkrótce kolejne trzy pkt, tym razem zza łuku. Na 6:2 zmniejszył Wojciech Zub solo, ale kolejne cztery „oczka” gospodarzy: wsad Cechniaka i solówka Piliszczuka - 10:2. W tym sezonie bywało tak, głównie na wyjazdach, że Polonia długo się rozkręcała,
więc byliśmy raczej spokojni, tym bardziej że Krzysztof Wąsowicz z bliska i Zmarlak z daleka doskoczyli na 10:7. Przy mocnym dopingu swoich fanów Legion odskoczył na 16:7 (2 Kohuta i 2 razy 2 braci Motelów) i Mariusz Bacik wziął czas, po którym Michał Medes z półdystansu zdobył swoje pierwsze dwa pkt, ale Marcin Dutkiewicz trzy!
Nie chciał być gorszy Wojciech Leszczyński i też trafił zza łuku, a trójkowy serial dopełnił Daniel Nieporęcki. Było 22:12, ale mocno ten wynik poprawili: Medes drugą dobitką i Wąsowicz solo hakiem. 22:16 na pierwszej przerwie wyglądało dużo lepiej...
 
Jeszcze lepiej było na otwarcie drugiej kwarty, gdy Paweł Respondek samotnie poszedł po „dwójkę” lewą ręką, 40-letni Dutkiewicz znów trafił zza 6,25 m, ale Wąsowicz skopiował jego wyczyn, a niedługo później dołożył dwa pkt na 25:23. Wtedy Dutkiewicz trafił oba wolne, a Medes skompletował „trójkę” 2+1. Leszczyński trafił „trójkę
nieskładaną” na pierwsze prowadzenie Polonii, a kapitan gospodarzy, Adam Linowski „dwójką” hakiem z obrotu doprowadził do pierwszego remisu 29:29. Nie mogliśmy wtedy wiedzieć, że jednocześnie ten remis będzie... ostatnim. Kolejne prowadzenie bytomian to już był mocny
cios: Yevhen Balaban 2 półhakiem plus jeden za faul, Zmarlak 3 (czas dla Legionu) i Medes 2 spod obręczy. Na koniec tej odsłony faulowany Kohut „przepchnął” 2 i dołożył punkt, ale na dużej przerwie było 37:32 dla Polonii.
 
Początek trzecich 10 minut to seryjka gospodarzy: dwa Cechniaka spod kosza i dwa Linowskiego po naszej stracie. Szybką reakcją był czas dla Królowej, po którym Leszczyński popisał się dobitką. Po fantastycznym
przechwycie Zmarlaka faulowany był Balaban i trafił raz. Linowski po kontrze skonstruował 2+1, na co nasi odpowiedzieli nokdaunem: 2 razy 2 Wąsowicza, między trafieniami którego Balaban fantastycznie zablokował
z tyłu uciekającego po pewne punkty Dutkiewicza. Żenia po tym wyczynie z trudem zbierał się z parkietu, ale za chwilę był już w defensywie, a gospodarze sięgnęli po timeout, po którym Linowski przewinił w ataku! Będący w rytmie Balaban znakomicie odnalazł Leszczyńskiego na 46:39, a
zaraz Zub dołożył „dwójkę”, a Leszczyński „jedynkę” po kolejnym czasie gospodarzy. Na 42:49 zmniejszył jeszcze Nieporęcki zza łuku, ale Zub sprzed łuku podwyższył. Piliszczuk znów zmniejszył „dwójką”, a Zmarlak
podwyższył dwoma punktami, przy czym przy obu jego osobistych piłka długo „się broniła” zanim przecięła obręcz. Końcówka tej partii to trzy fantastyczne wolne Zuba po faulu przy rzucie zza łuku – 56:44 dla Polonii.
 
W ostatniej przerwie miejscowy spiker zaintonował „We will rock you” zespołu Queen, ale może nie skojarzył, że nazwa tego słynnego zespołu znaczy... Królowa. Legionowscy kibice odśpiewali kilka refrenów, ale czy zmobilizowali swoich ulubieńców? Zaczęli od dobitki Cechniaka, ale
zaraz ten oryginalny wykonawca rzutów wolnych (jedną, lewą ręką) nie trafił obu! Cztery punkty zdobyli więc nasi: Medes i Wąsowicz swoim stylowym lobem z dołu. Trzy wolne miał z drugiej strony Nieporęcki, ale pierwszego spudłował. Leszczyński zwodami zdobył sobie przestrzeń
pod koszem i celnie to sfinalizował. Tomasz Klucz za trzy trafił na 51:62, ale Wąsowicz uciekł na prawo i zdobył dwa pkt bez któregokolwiek z rywali. Zaraz Dutkiewicz przechwycił piłkę i sam zdobył „dwójkę”, a trener Bacik wziął czas. Była połowa czwartej
kwarty, a w jej drugą część celnie zza obręczy wszedł Leszczyński i poprawił jeszcze punktem po faulu. Punkt po faulu dołożył Wąsowicz, a Dutkiewicz dwa solo, Klucz jeszcze dwa z półdystansu, a Respondek 2+1!
Jeszcze Medes trafił za jeden, a Zub za dwa. Wynik wolnymi ustalił Piliszczuk, a gdzieś tak 15 sekund przed syreną Leszczyński położył piłkę na parkiecie, a zawodnicy zaczęli sobie wzajemnie dziękować za trzy dobre widowiska, radujące jednak tylko nas.
 
59 to najmniejsza liczba punktów straconych przez Królową Śląska w całym obecnym play offie, co świadczy o znakomitej grze defensywnej zaordynowanej przez trenera Bacika! Rzuty zza łuku, które były bardzo
groźną bronią rywali, zostały zneutralizowane przez
Niebiesko-czerwonych, bo pozwolili na 6 trafień na... 30 prób! Maksymilian Motel, który zwłaszcza w zeszłym roku kaleczył nas „trójkami”, w sobotę zdobył dwa punkty, podobnie jak jego o podobnych inklinacjach brat! No, cóż Legionerzy - nie zawsze jest wiosna...
 
Oczywiście nie zabrakło fetowania sukcesu naszych zawodników ze wspaniałymi kibicami, a wszyscy już zapewne myśleli, gdzie przyjdzie jechać na finał - do Zgorzelca czy Tarnowskich Gór. Po trzech meczach prowadzili nasi lokalni rywale z KKS-u 2-1!
 
RJ House Legion Legionowo 59:74 BS Polonia Bytom
22:16, 10:21 12:19, 15:18
 
Polonia: Wąsowicz 18 (1x3), Leszczyński 16 (2x3), Medes 12, Zub 11, Zmarlak 8 (2x4), Respondek 5, Balaban 4, Dawdo.
 
Najwięcej dla gospodarzy: Dutkiewicz 12 (2x3), Kohut 11 (1x3).
 
Stan rywalizacji 3-0 i awans Polonii.
 
 
Seria finałowa rozpocznie się w sobotę, 23 maja, a do gry w przyszłym sezonie w 1. lidze potrzeba będzie również trzech zwycięstw.
BS Polonia będzie miała w weekend w Legionowie aż dwie szanse by zakwalifikować się do finału play offu.
 
To nieprawda, że w koszykówce nie ma... remisów! Oczywiście w pojedynczym spotkaniu potrzebna jest dogrywka, z małym wyjątkiem w pierwszej rundzie play offu, gdy o awansie decyduje bilans dwóch meczów, ale na przykład teraz w bytomskiej rywalizacji Królowej Śląska z Legionem Legionowo jest właśnie remis. Herezja? Tylko trochę, bo ten remis rozłożony jest na dwanaście miesięcy! W ćwierćfinale ubiegłorocznego play offu Legionerzy dwa razy wygrali w Hali na Skarpie, a w ostatni weekend, w półfinale, dwa razy przegrali, więc jest po równo. Różnica polega na tym, że wówczas dwie wygrane dały gościom awans, a teraz dwie wygrane nie dają jeszcze nic, bo nowy= regulamin premiuje dopiero trzy zwycięstwa. I właśnie po to trzecie zwycięstwo BS Polonia pojedzie w ten weekend do Legionowa, skąd mamy dobre wspomnienia. W zeszłym roku podopieczni Mariusza Bacika wygrali tam różnicą 39 punktów i to jest dobry prognostyk na sobotni wieczór, bo ze swej strony bardzo chcielibyśmy żeby tym razem w rocznej rywalizacji w Arenie Legionowo remisu nie było...
 
- Jesteśmy pod ścianą - powiedział po drugiej porażce przy Modrzewskiego 40-letni Marcin Dutkiewicz, który, przypomnijmy, w sezonie 2009/10 w ekstraligowej wówczas Polonii Warszawa grał obok Mariusza Bacika. - To jednak nie koniec, bo kolejny mecz mamy u siebie. Przede wszystkim będziemy musieli poprawić szybkość podejmowania decyzji.
 
Powiedzieć łatwo, ale zrealizować... Nie uprzedzajmy jednak wypadków, choć nasi koszykarze są na pewno w lepszej sytuacji niż rywale, bo do... ściany mają daleko! Legionowianie muszą, a bytomianie mogą, bo jeśli nie uda się w sobotę, to kolejna szansa będzie w niedzielę, a w ostatecznym rozrachunku w środę w Bytomiu. Po co jednak grać pięć meczów, skoro sprawę można zamknąć w trzech?!
 
- Bardzo chcemy zakończyć tę rywalizację w trzech meczach - skwitował wydarzenia minionego weekendu Michał Medes. Dodajmy tylko, że taki scenariusz może mieć niebagatelne znaczenie w ewentualnym finale, gdyż w drugiej parze półfinałowej KKS Tarnowskie Góry i Turów Zgorzelec będą grać co najmniej cztery mecze, bo w ich rywalizacji jest 1-1...
 
 
 ● 1/2 finału play offu 2. Ligi Koszykówki Mężczyzn - trzeci mecz
 ● RJ House Legion Legionowo - BS Polonia Bytom
 ● Sobota, 16 maja, godz. 18.00
 ● Arena Legionowo, ul. Chrobrego 50B
 ● Stan rywalizacji - do trzech zwycięstw - 0-2
 ● Ewentualny czwarty mecz w niedzielę, 17.05., w tym samym miejscu o
tej samej porze

PPUH Bamal to warsztat samochodowy znajdujący się przy ulicy Aleksandra Puszkina 3 w Bytomiu. Oferuje kompleksowy serwis samochodowy w Bytomiu, diagnostykę komputerową, obsługę instalacji LPG oraz badania techniczne pojazdów do 3,5 t w jednym miejscu.

 

Bamal to także stacja kontroli pojazdów w Bytomiu, w której można wykonać okresowe oraz dodatkowe badania techniczne pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t. Obsługuje samochody osobowe, dostawcze, motocykle, motorowery oraz wybrane pojazdy wymagające specjalistycznej kontroli technicznej. Firma stawia na dokładność, sprawną obsługę i rzetelną ocenę stanu pojazdu, dzięki czemu kierowcy mogą w jednym miejscu zadbać o bezpieczeństwo i dopełnić wszystkich niezbędnych formalności.

 

Samochody to ich pasja, którą firma chce dzielić się z klientami. Do powierzonych napraw podchodzi w sposób profesjonalny i rzetelny, dbając o każdy szczegół, a satysfakcja klienta jest ich nadrzędnym celem. Wachlarz usług, które wykonuje w serwisie jest bardzo szeroki – mechanika samochodowa, wymiana opon, obsługa klimatyzacja, to tylko niektóre z nich. Mechanicy, którzy pracują w warsztacie, to wysoko wyspecjalizowana kadra, otwarta na potrzeby klientów. PPUH Bamal do każdej naprawy podchodzi w sposób indywidualny, dopasowując rozwiązania do oczekiwań i możliwości finansowych swoich klientów.

 

Materiały promocyjne naszego Sponsora są już widoczne w Hali na Skarpie, a także w przestrzeni online. Ponadto, wraz z firmą Bamal przygotowujemy niespodzianki dla kibiców w trakcie kolejnych meczów naszych koszykarzy.

 

Zachęcamy do zapoznania się ze szczegółową ofertą firmy na https://bamal.bytom.pl/ oraz do bezpośredniego kontaktu:
💻 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
☎️ +48 504 179 013

 

Cieszymy się, że jesteście z nami. Witamy na pokładzie!